Czuję się ostatnio mocno monotematyczna w tym co robię, o czym myślę, co scrapuję… jutro mija rok od naszej przeprowadzki TU, a co za tym idzie mnóstwo (bardzo różnych) myśli plącze mi się po głowie, wpadam ze skrajności w skrajność, od zachwytów nad minionym rokiem, nad tym co udało nam się osiągnąć do marudzenia i wyklinania ludzkiej mentalności, okrojonych możliwości i tego co zostało za nami. Istambuł jest piękny, ciekawy, dynamiczny, na pewno wywiera niesamowite pierwsze wrażenie, ale codzienność tu potrafi być czasami drogą przez małą mękę.. o tych niedoskonałościach, które wybaczaliśmy temu miastu dzień w dzień, tydzień po tygodniu jest ten wpis do art journala wg wytycznych scrapujących polek:)
Recently I’ve been thinking a lot about one thing and it’s quite visible on what I’m doing, what I’m telling through my layouts and crafts. Tomorrow it’ll be our 1st anniversary since we moved to Istanbul and I keep doing little wrap-ups of this year in my head. I come from very enthusiastic moments (hooray, how much we achieved, how great we’re doing blabla) to moments when dissapointment and anxiety take over.. Istanbul is definitely beautiful and impressive, but when you live here your everyday life it can become overwhelming and irritaiting. And this page in my art journal is exactly about these small but how annoying imperfection of city where I live..




















