Rok w Istambule- kilka wspomnień i przemyśleń :)

Hej kochani :) Czas pędzi i pędzi, uciekają kolejne tygodnie, które akurat dzisiaj składają się w rok, odkąd wyjechaliśmy z uroczego Tunbridge Wells  i wylądowaliśmy w Istambule w chłodny i ponury niedzielny poranek. Wiele z Was pyta czemu Istambuł i jak tu się żyje, więc pomyślałam, że ten rocznicowy dzień, może być fajną okazją do wyjaśnienia tego i owego :)

Przede wszystkim Istambuł dlatego,że to miasto mojego Faba i chcieliśmy spróbować mieszkania tutaj. Ciągnęło nas gdzieś na dłużej, Anglia była dla nas obojga przystankiem po drodze, Fab strasznie chciał zacząć pracować w agencji reklamowej, więc wspólnie zdecydowaliśmy, że damy Istambułowi szansę.  Spakowaliśmy najważniejsze drobiazgi i po kilku tygodniach przygotowań i pożegnań wyjechaliśmy.

Zaczęliśmy urządzać nasze pierwsze mieszkanie (bo wcześniej to był pokój;) od zera, mnóstwo rzeczy zrobiliśmy sami, spędzaliśmy długie godziny w Ikei i świetnie się przy tym bawiliśmy :) Po miesiącu laby i beztroski Fab zaczął pracę, a dla mnie zaczęły się schody…

Wiedziałam, że jako cudzoziemiec nie dostanę tu łatwo pracy i będę spędzać większość czasu na beztroskim nicnierobieniu i o ile może to się wydawać cudne i kuszące na początku, uwierzcie, że po krótkim czasie zaczęłam dostawać kota w domu… Okazało się, że wcale nie tak łatwo było zająć mi się czymś konkretnym gdy dni nie miały żadnego rytmu, łapałam się na tym, że czekam od weekendu do weekendu kiedy byliśmy w domu razem z Fabem, inaczej siedziałam markotna i smutna, wisiałam na telefonie z rodzicami i narzekałam, spędzałam upojne godziny przed komputerem, oglądałam seriale i dni mijały jak jedna wielka szara masa… a z drugiej strony Istambuł :) Zachwycałam się nim na każdym kroku, cieszyłam się morzem, inną architekturą, kolorami, smakami, mieszanką starego i nowego, bazarami, nowymi miejscami.. miasto i jego rytm, możliwości, energia, ciągle motywowały mnie i zachwycały :)

Po kilku tygodniach takiego bezładu i chaosu nauczyłam się organizować sobie dni. Poznałam kilka cudownych dziewczyn, z którymi spotkania pozwoliły mi wyskoczyć z marazmu, zaczęłam powoli zajmować się na nowo swoimi hobby- zdjęcia, scrapbooking, szydełko, szycie, rysowanie. Zaczęłam poznawać nowe osoby, wyprawiać się na spacery po okolicy, uczyć nowych słówek, gotować inne jedzenie i próbować wpasować w otoczenie, pojawiły się nowe plany i marzenia. Poza tym ciągle było mnóstwo do zrobienia w mieszkaniu, większość zajmowania się domem spadła na mnie  (F. pomagał, ale ile można pomagać pracując po kilkanaście godzin dziennie?), sprzątanie, pranie, gotowanie, zakupy:) codzienność, którą bardzo polubiłam i rozpracowałam po swojemu :)

Lato, słońce, wakacje piękne miejsca dały mi kopa energii i zastrzyk pozytywnego myślenia :) To super uczucie cieszyć się słońcem i pachnieć kremem z filtrem przez pół roku! odwiedziliśmy miejsca na południowym zachodzie Turcji położone dookoła miejscowości, które wiele osób wybiera sobie z katalogów biur podróży- było więc pięknie, ale dużo spokojniej i bez tłumów. Cieszyliśmy się ciepłem, krystaliczną wodą, spędzaliśmy weekendy na lenistwie, objadaliśmy się owocami i rozkoszowaliśmy letnią opalenizną. W międzyczasie poznałam Istambuł na tyle dobrze, że pokazanie go naszym przyjaciołom i rodzinie, którzy zaczęli odwiedzać nas na przełomie lata i jesieni było pestką:)

Po jakimś czasie ten zachwyt jednak opadł. Po powrocie do gorącego i zatłoczonego Istambułu wiele spraw i rzeczy, na które do tej pory przymykałam oczy zaczęło irytować. Korki i zatłoczone do granic możliwości autobusy. Dziwni ludzie, którzy gdy słyszą angielski lub polski stają na środku chodnika i się gapią. Problemy z drobiazgami-pan na poczcie nie znający cennika przesyłek, wieczne przekładanie spraw ”na jutro”, punktualność wołająca o pomstę do nieba, ogólne niedoinformowanie. Język, który przestał być już taki prosty i zabawny jak kilka miesięcy temu. Jedzenie też nudne- ser za słony, ceny niektórych rzeczy z kosmosu, a jeszcze innych w ogóle w sklepach brak. Ogółem, po kilku miesiącach mieszkania w Turcji mój nastrój mocno opadł, ze stanu zachwytu nad Istambułem i myślenia ”to jest to, to nasze miejsce” wpadłam w wir wiecznego narzekania.

I tak jest do tej pory. Momenty kiedy najchętniej spakowałabym walizki i się stąd wyniosła jak najdalej (na przykład gdy odkrywam, że żeby założyć własną firmę muszę sobie poczekać… bagatela 5 lat. Albo, że mogę kupić telefon, a i owszem, ale nie taki jak chcę, dlaczego, ano dlatego, że jestem yabanci- czyli cudzoziemcem. Albo gdy nagle ni z tego ni z owego rząd narzuca obowiązkowe ubezpieczenie, którego cena jest z księżyca.. itd) przeplatają się z momentami ogromnej satysfakcji, gdy mimo rzucanych ciągle kłód pod nogi widzę, jak powolutku idziemy z Fabem w stronę tych naszych wyśnionych marzeń. Gdy On wraca z pracy w środku nocy, ale szczęśliwy, bo wpadł na pomysł dookoła którego będzie budowana kampania reklamowa dużej firmy. Gdy spędzamy dzień, który ładuje nasze baterie pozytywną energią. Gdy przypadkiem wchodzę na uliczkę,w której nie sposób się zakochać. Gdy poznaję nowe osoby, które wspierają mnie, pokazują możliwości, popychają do działania, opierniczają jak trzeba. Gdy odkrywam ”swoje” miejsca- sklep z włóczkami, kawiarnię z pięknym widokiem, mały sklepik papierniczy, który sprzedaje super naklejki-alfabety czy piekarnię w której małe  bułeczki pogaca smakują jak najprawdziwsze croissanty…Gdy dni wypełnione są pracą, pomysłami, projektami a wieczorem padam zmęczona na fotel i szykuję kolejne drobiazgi do pokazania na blogu, który stał się moją pasją i bardzo często najlepszym poprawiaczem humoru:)

Istambuł jest miastem kontrastów.Przed oczami morze i daleki horyzont, a za plecami miasto zbudowane tak gęsto, że wygląda jak jedne ogromne puzzle. Dzielnice biedy u podnóża nowoczesnych apartamentowców. Panie z zasłoniętymi głowami w opiętych ciuchach niczym zdjętych z J.Lo. Ogromne kary za pracę bez pozwolenia i przymykanie oczu na afiszujące się sklepiki z pirackimi filmami. Nasze życie tutaj też przypomina taką przeplatankę, są górki i dołki, lepsze i gorsze momenty, czyli tak naprawdę jest najzupełniej normalnie, pewnie tak jak byłony gdziekolwiek indziej na świecie :) W końcu wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Po roku wypracowałam sobie swoje małe sposoby na to miasto, łatwiej jest mi ignorować durne spojrzenia, na wiele rzeczy nie zwracam uwagi i przymykam oczy. Znalazłam swój rytm dnia i czasem wręcz brakuje mi godzin, a nie narzekam, że mam ich za dużo. Nauczyłam się być sama ze sobą, nie jest już mi tak ciężko, gdy Faba nie ma całymi dniami w domu. Dużo rzeczy zmieniło się na plus.

Czy gdybym mogła cofnąć się w czasie podjęłabym inną decyzję? Czy zdecydowałabym się zostać w Anglii, albo jechać do Polski? Pewnie nie:) Miniony rok był najtrudniejszym w moim 25letnim życiu,ale jeśli miałabym pokazać moment, w którym dorosłam, było to ostatnie 12 miesięcy. Po roku nie wiemy czy Istambuł to nasze miejsce. Ale nauczyliśmy się tu funkcjonować, cieszymy się chwilą. Świadomość tego, że przestaliśmy myśleć o tym miejscu w kategorii ”na zawsze” zdjęła ciężar, który czuć było w powietrzu. Zwiedzamy, poznajemy nowe zakątki miasta, spacerujemy, robimy zdjęcia. Czas pokaże, czy zostaniemy tu, czy wylądujemy gdzieś indziej na świecie:) Na razie dajemy Istambułowi więcej czasu, wierzymy, że jeszcze nas czymś zaskoczy i, że za rogiem czekają możliwości, które uda nam się złapać.

Fajnie, jeśli dobrnęliście do końca tego posta. Wiem,że poleciał mocno prywatnym życiem, wiem, że był inny niż normalnie, ale taki miał być. Wiele osób ma swoje zdanie na temat Turcji, Turków i pewnie samego Istambułu, z którym niestety często nie da się nawet dyskutować. Ja chciałam tylko pokazać, że da się tu pięknie i wesoło żyć  jak w każdym innym miejscu na ziemi:)

Jeśli macie ochotę poczytać o naszej tureckiej codzienności od kulis (albo jeśli trafi tu ktoś szukających konkretnych informacji o wizach do Turcji, pozwoleniach na pobyt i całej reszcie tych papierkowych przyjemności z którymi jako obcokrajowcy musimy się zmierzyć) gorąco polecam Wam lekturę bloga Turczynki :) Jeśli rozważacie przeprowadzkę w te strony wspomniany wyżej blog i forum mogą być świetnym miejscem na poznanie nowych osób i oswajanie codzienności :)

24 thoughts on “Rok w Istambule- kilka wspomnień i przemyśleń :)

  1. carrantuohill

    nie jest łatwo żyć w obcej stronie
    dobrze, że masz wsparcie Faba
    myslę, że tego co pokazujesz na blogu, że całkiem dobrze sobie radzisz

    Reply
    1. worqshop Post author

      dzięki:* rzeczywiście bez jego wsparcia nie dałoby rady, ale z drugiej strony też jesteśmy tu w dużej mierze dla niego, więc niech wspiera :P:P

      Reply
  2. ogryzek

    Ja nigdy bym się nie zdecydowała na przeprowadzkę do Turcji, jak dla mnie ten kraj jest zbyt pokręcony ;)
    i dlatego podziwiam, że dajesz sobie rade i mimo wszystko odnajdujesz się tam :)

    Reply
    1. worqshop Post author

      koniecznie! Jeśli lubisz podróże i poznawanie nowych miejsc, Istambuł (i większa część Turcji) nie rozczarują, ja swojego pierwszego wrażenia stąd nigdy nie zapomnę :)

      Reply
  3. ibisek1

    Byłam w Turcji kilkakrotnie, spodobało mi się i na pewno tam wrócimy jeszcze.
    Ale na ten moment nie jestem w stanie stwierdzić, czy chciałabym się ta przenieść na stałe lub na dłużej. Pewnie, tak jak piszesz, po jakimś czasie wypracowałabym sobie własne nawyki, rytm dnia itd. Ale nie wiem, czy nie jestem już zbyt “zramolała” na takie rewelacjie ;)
    Niemniej pozdrawiam ciepło i trzymam kciuki :)

    Reply
    1. worqshop Post author

      dziękuję :)
      jeśli będziesz kiedyś w okolicach Istambułu, to koniecznie daj znać :) zapraszam na herbatkę i spacer z dala od turystycznych miejsc :):)

      Reply
  4. kitty

    dobrnęłam do końca! trzymam za Ciebie kciuki, bo jesteś bardzo pozytywną osobą :) to prawda – dobrze jest tam, gdzie nas nie ma, więc najlepsze, co możemy zrobić, to cieszyć się każdą chwilą! powodzenia!

    Reply
  5. Antilight

    jestem pod wrażeniem… To ogromny krok i ja boję się myśleć czy dałabym radę gdyby taki wybór przede mną zaistniał. Już teraz jest mi ciężko po ponad pól roku w stanach i pragnę wracać do Polski i do Swoich bliskich. Podziwiam Cię za odwagę i uśmiech mimo wszystkich tych gorszych chwil :)
    Kurcze chciałabym kiedyś odwiedzić taki Istambuł miasto o tak bogatej historii, może kiedyś się uda :)

    Reply
  6. worqshop Post author

    wiem, to zawsze inaczej wygląda z perspektywy kogoś kto sam wyjechał i wie co to znacyz być daleko:) Ja też koszmarnie tęsknię za Rodziną i całą tą otoczką swojskości, ale jest ok:) a do Istambułu zapraszamy,zapraszamy :) Tutaj niestety mało jest craftowych dusz;)

    Reply
    1. Antilight

      Haha, uważaj bo ja Ci spakuje walizke i nagle bedziesz musiała nocować jakiś ledwo Ci znanych postrzeleńców z Polski :PP

      Reply
  7. clos

    chyba pierwszy raz tu jestem, ale strasznie się cieszę, że trafiłam akurat na tego posta! kocham podróże i kocham czytać o nieznanych miejscach – ale właśnie takie rzeczy – prawdziwe, dwustronne, a nie tylko broszurkowe ochy i achy.

    Reply
    1. worqshop Post author

      aj bo w broszurce to mogą (i pewnie powinny być) ochy i achy, żeby sprzedać wycieczkę :) a u nas życie, są czasem ochy, a cała reszta gratis :P

      Reply
  8. Gosia

    Ujałaś w tym poście wszystko, co sama czułam przez ostatni rok pobytu. Kasia dziękuję Ci, że tu jesteś. Gdybyś tu nie przyjechała, to byłabym tu sama pośród całej tej szarej masy ludzi ;-).

    Reply
    1. worqshop Post author

      haha bo my tu sobie Gosia urządziłyśmy taką życiową kolejkę górską, góra-dół-góra-dół ;) na własne życzenie haha :)

      Reply
  9. Justa

    :)
    cienie i blaski emigracji ;)

    no coz- ja tez rzucilam wszystko (prawie, bo wczesniej skonczylam studia w PL) i pojechalam do Barcelony, gdzie kryzys itd…
    zmagam sie z codziennym zyciem tak jak ty, no coz nie jest to latwe, ale z kazdym dniem jest lepiej :D

    Reply

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s